Opuszczone wille w Turczynku i cmentarny spacer po Milanówku i Brwinowie
Wyobraź sobie zaledwie 30 km od zgiełku Warszawy, w sercu zielonego Milanówka, stoją dwie majestatyczne, ale zapomniane wille. Otoczone dzikim parkiem, z balkonami jak z bajki i wieżyczkami, które przypominają zamki z horrorów. To Turczynek – miejsce, które przyciąga jak magnes miłośników przygód, historii i dreszczyku emocji.
Czy czujesz już tę aurę tajemnicy? Chodź, zabiorę Cię w podróż po tym magicznym, choć smutnym zakątku! Skąd się wziął ten skarb?
Początek XX wieku, czasy belle époque. Zamożni warszawscy przemysłowcy – Wilhelm Wellisch i Jerzy Meyer, spowinowaceni z potężnym rodem Toeplitzów – postanawiają zbudować sobie podmiejskie raje. W latach 1904–1905 powstają dwie bliźniacze wille, zaprojektowane przez łódzkiego geniusza Dawida Lande. Eklektyzm, wczesny modernizm, centralne ogrzewanie, prąd i kanalizacja – luksus na tamte czasy!
W willi należącej do rodziny Wellischów – konkretnie u Leopolda Wellischa, syna założyciela posiadłości Wilhelma, podczas I wojny światowej, mieszkał sam Leon Wyczółkowski, malując pejzaże w otoczeniu wiekowych lip. Leopold był zapalonym mecenasem sztuki i kolekcjonerem, zaprzyjaźnionym z artystami. To dzięki jego gościnności malarz znalazł tu schronienie przed wojennym chaosem. Willa Wellischów (zwana Turczynek A) była idealnym miejscem: nowoczesna, z widokiem na malowniczy park, aleję lipową i las. Wyczółkowski mógł tu odpocząć, malować i cieszyć się spokojem. Niektóre źródła sugerują, że lubił wracać do Turczynka także po wojnie – to miejsce po prostu go oczarowało!
Podróże rodzinne




