Chryszczata, Smerek i inne bezsensowne wędrówki po Bieszczadach 🙂
marzec 2024
Kiedyś naszym ulubionym powiedzeniem podczas mozolnego wspinania się po stromym zboczu było: "chodzenie po górach jest bez sensu". Oczywiście powtarzamy to sobie od lat, a mimo to jak masochiści chętnie wracamy w Bieszczady i włazimy na kolejne szczyty 🙂.
Włócząc się po Bieszczadach często szuka się wspaniałych widoków. Na Chryszczatej niestety ich nie znajdziemy. Zalesiony szczyt nie pozwala nam na cieszenie się pięknem okolicznych dolin i gór. Wiemy jednak, że chodzenie po górach jest bez sensu, więc dlaczego wchodzenie na szczyt z którego nic nie widać ma mieć sens?
Dlatego osoby „zarażone górskim bezsensem” ruszą na Chryszczatą. Stamtąd można pójść dalej w stronę Jeziorek Duszatyńskich i do Duszatyna. My również nie mogliśmy zrobić inaczej. Zostawiliśmy samochód przy Przełęczy Żebrak i stamtąd weszliśmy na Chryszczatą. Idąc tym szlakiem natkniecie się na kilka tabliczek informujących o żołnierzach poległych podczas I wojny światowej. Na szczycie zobaczycie betonowy słup. Komu się chciało tu targać taką ilość cementu? Niestety ktoś z nas musiał wrócić po samochód i padło na mnie.
Na Chryszczatej rozdzieliśmy się. Ja wróciłem po samochód, a pozostałe osoby ruszyły przez Jeziorka Duszatyńskie do Duszatyna. Ze względu na wysoki poziom wód i mocno popękane płyty na dnie rzeki nie wybrałem drogi przez brody, a okrężną przez Komańczę. Nie chciałem ryzykować przymusowego postoju na środku rzeki i dotarłem do Duszatyna dłuższą trasą, aby zabrać pozostałych towarzyszy wędrówki.
Wracając z Duszatyna poszukiwaliśmy jeszcze ruin starych cerkiewek i cmentarzy, a kilka znalezisk możecie obejrzeć na naszych zdjęciach.
Jako, że każdy wędrujący po Bieszczadach doskonale wie, że chodzenie po górach jest bez sensu, to wie również, że włażenie po błocie na szczyt tylko po to żeby za chwilę zejść ponownie w dolinę jest idiotyczne. Dlatego niezrozumiałe jest to, że tak bardzo tęsknimy za tym rytuałem, wręcz koniecznością rzucenia wszystkiego i pojechania w Bieszczady.
Mamy pewne ulubione miejsca, gdzie zawsze się zatrzymujemy. W drodze z Warszawy zjadamy obiad za Rzeszowem w zajeździe "Magyar". Spróbujcie półmiska pierogów- dla jednej osoby nie do przejedzenia.
Noclegu często szukamy w Strzebowiskach. Uwielbiamy wieczory spędzane przy palenisku kaflowej kuchni lub kominku z gwiżdżącym za oknami wiatrem. Czasami rozpalamy ognisko nad strumieniem, a uroku dodają spacery w towarzystwie psa i wieczory przy akompaniamencie mruczącego kota. W większym gronie próbujemy szklaneczki whisky...ale nie za dużo, bo...pobudka o świcie i kolejna wyprawa w góry.
Jeśli już wspominamy bezsensowne górskie wędrówki to opiszę jeszcze jedną. Kiedyś wybraliśmy się na Smerek. Na parkingu w Kalnicy byliśmy pierwszym i jedynym samochodem do końca dnia. Ruszyliśmy na trasę. Wspinając się coraz wyżej dotarliśmy na zamglony szczyt. Otaczające nas mgły przypominały scenerię z horrorów. Czekaliśmy, czy wyłonią się z niej krwiożercze wampiry. Bieszczady oszczędziły nam tego widoku. Konie, które według Talara z serialu "Dom" powstały z mgły również nie wyłoniły się zza chmur.
Podczas krótkiego postoju na szczycie liczyliśmy, że "opadną mgły i miasto ze snu się zbudzi...". Niestety były uparte i nie pozwoliły nam na zerknięcie na inne szczyty. No cóż, jako że chodzenie po górach jest bez sensu, to i oglądanie widoków z połonin chyba też...
Jak wejdzie się na górę to później trzeba zejść na dół, Dwa razy zeszliśmy trochę szybciej jadąc na pupie po błocie...🙂
Mimo listopadowego zachmurzonego dnia w drodze powrotnej naliczyliśmy jeszcze siedem osób, które bez sensu szły pod górę. Nie rozumiem tych ludzi!!!
Nie rozumiem też, dlaczego wracamy tam, co jakiś czas. Może, dlatego że Bieszczady to nie tylko góry, ale i klimat starych zapomnianych cmentarzy, opuszczonych łemkowskich wiosek, cerkwi i miejsc, w których tylko dziko rosnące drzewa owocowe przypominają o dawnych mieszkańcach.
Próbowaliśmy odnaleźć ślady cerkwi i cmentarza w Habkowcach i w Kołonicach. Niestety bez efektu. W Kielczawie ktoś ogrodził ostatnie nagrobki i postawił pamiątkową tablicę z widokiem nieistniejącej już cerkwi. Na nagrobkach przewija się nazwisko Bończak.
W Mchawie na wzgórzu obok kościoła na próżno szukaliśmy śladów dawnej cerkwi. Widoki na okolicę były za to niesamowite. Zwłaszcza, że tu mgła nie sięgała.
Odwiedziliśmy też zamienioną na kościół cerkiew w Michniowcu i świątynię w Polanie.
Zapowiedź opadów deszczu spowodowała, że kolejnego dnia ograniczyliśmy się do spacerów po dolinach. Okolice Rabego, Łopienki, Jabłonek, Lutowisk mają swój klimat i powodują, że bezsensowność łażenia przy siąpiącym deszczu i błotnistych szklakach jest niezaprzeczalna. Z pewnością za kilka miesięcy bezsens takich wypraw wyda nam się na tyle istotny, że będziemy musieli sprawdzić, czy nadal tak to odczuwamy.
Następny dzień to siedem godzin powrotu przerwanego wizytą w leskim i sanockim zamku. Położony na wysokiej skarpie zamek w Lesku zamieniono na hotel i poza spacerem wokół niego nie ma tu nic ciekawego do zwiedzania. Inaczej jest na zamku w Sanoku, w którym urządzono muzeum. Ikony zgromadzone w zamku to ogromny zbiór, który jest przypomnieniem oglądanych przed chwilą zapomnianych i opuszczonych cerkiewek. Kolekcja obrazów Beksińskiego przypomina za to o powracającej monotonii życia człowieka pracy i zmusza do zastanowienia się nad sensem (a może bezsensem) naszego życia.
Informacje praktyczne:
Pamiętajcie, że w listopadzie o czwartej już jest ciemno i jazda po krętych wąskich drogach zajmuje więcej czasu niż nam się wydaje. Dlatego nie przyjmujmy tu średniej prędkości na 90 km/h.
Nawet jesienią świetliście oznaczone karczmy w Wetlinie i Cisnej zapraszają do środka, a tam przy rozpalonej "kozie" lub płonącym kominku można... nadrobić stracone na szlaku kilogramy.
Dla dojeżdżających z północy polecamy zajazd "Magyar" położony za Rzeszowem przy drodze do Domaradza.
Jeśli chcecie wejść na Chryszczatą z Przełęczy Żebrak, sprawdźcie, czy obecnie można do niej dojechać samochodem? Czy nie ma tam zakazu wjazdu?
Mapkę wycieczki na Chryszczatą zamieszczamy w linku oraz na mapie zamieszczonej niżej.
A naszą wycieczkę na Smerek możecie zobaczyć w linku oraz na mapie zamieszczonej niżej.
Opisane przez nas miejsca znajdziecie w tym linku oraz na tej mapce
Podróżuj z dziećmi i bez dzieci






















