Czerwone Wierchy, które rumienią się jak nastolatek na pierwszej randce!
styczeń 2026
Ach, Czerwone Wierchy! Te cztery szczyty w Tatrach Zachodnich – Kopa Kondracka (2005 m), Małołączniak (2096 m), Krzesanica (2122 m) i Ciemniak (2096 m)
– to nie jakaś tam zwykła górka, na którą wjedziesz windą. Nie, nie! To masyw, który jesienią czerwienieje jak burak, ale nie z wstydu, tylko dzięki trawom o nazwie sit skucina, które zmieniają kolor na rudo-czerwony.
Wyobraź sobie, że idziesz sobie po grani, a pod stopami dywan jak z jesiennej kolekcji mody górskiej. Ale zanim zaczniesz marzyć o pikniku na szczycie, ostrzegam – to nie spacer po parku. To wyzwanie dla tych, co myślą, że kondycja to nazwa nowej aplikacji fitness! Kiedy nogi mówią "dość", a ty mówisz "jeszcze kawałek!"
Podejście trzeba zacząć wcześnie rano, a najlepszym miesiącem na trasę jest wrzesień. Dzień jest wtedy długi, a na trasie nie ma już wakacyjnych tłumów. Cała pętla to 8-10 godzin.
Zacznijmy od wejścia. Najpopularniejszy szlak? Z Kir w Dolinie Kościeliskiej – zielony na początek, potem czerwony, jak w Monopoly, tylko zamiast kupowania hoteli, kupujesz sobie zadyszkę. Suma przewyższeń? Około 1700 metrów! To jak wspinaczka po schodach w wieżowcu, ale bez poręczy i z widokami gratis.
Trudności? Technicznie nie jest to Mount Everest – brak pionowych ścian i himalajskich yeti – ale kondycyjnie? Oj, boli. Pierwsze godziny to łagodne podejście przez las, ale potem zaczyna się zabawa: strome odcinki, gdzie czujesz się jak kozica na diecie (tylko że kozice nie narzekają). Jeśli nie jesteś w formie, twoje uda będą protestować głośniej niż kibice na meczu. Aha, i te kamienie! Drobne, śliskie, jakby ktoś rozsypał groch po podłodze.
Czerwone Wierchy same w sobie nie są usiane łańcuchami jak choinka bombkami – to bardziej łagodna grań, gdzie możesz iść jak po promenadzie (o ile nie wieje huragan). Jeśli wracasz niebieskim do Kir to tam czekają niewielkie łańcuchy, które sprawiają, że zejście staje się większą przygodą. Schodzisz po skałach, trzymając się żelastwa. Nie jest to ekstremalnie trudne. Humorystycznie? To jak zejście po drabinie w starym bloku, tylko że drabina jest śliska od rosy, a na dole czeka nie piwnica, lecz widok na doliny. Pamiętaj: schodź powoli, bo pośpiech jest dobry tylko przy łapaniu promocji w sklepie. A jeśli pada deszcz? Pilnuj, aby zjad nie był zbyt szybki 🙂.
Ten moment kiedy wejdziesz na szczyt i możesz zerknąć na to co w dole i wokół. Czyż nie po to włazimy na góry? A tu możemy popatrzeć do woli. Z Czerwonych Wierchów rozciąga się panorama, która sprawi, że zapomnisz o bolących nogach. Szczególnie na Giewont – ten słynny "śpiący rycerz" wygląda stąd jak gigantyczna rzeźba, z krzyżem na czubku, który błyszczy w słońcu. Wyobraź sobie, że stoisz na Krzesanicy (najwyższy punkt, 2122 m), a przed tobą całe Tatry jak na dłoni – od Kasprowego po słowackie giganty. To jak oglądać film 3D bez okularów, tylko że z wiatrem we włosach.
Legenda mówi, że Giewont to rycerz czekający na sygnał do powstania. Z Czerwonych Wierchów możesz mu machnąć, ale nie budź go – niech śpi dalej!
Czerwone Wierchy biorą swoją nazwę nie od krwi turystów! Nazwa pochodzi od tych rudawych traw, które jesienią robią show. Latem? Zielono i nudno, ale jesienią – feeria barw jak w Photoshopie. Najlepszy czas: wrzesień-październik, zanim śnieg powie "koniec sezonu".
Możesz spotkać tu kozice skaczące jak superbohaterowie i świstaki, które gwiżdżą ostrzegawczo. Ale uwaga: nie karm ich batonikami – to nie zoo!
W XIX wieku Wierchy były miejscem polowań. Dziś to raj dla fotografów. Wchodząc na Krzesanicę zdobędziesz najwyższy szczyt w polskich Tatrach Zachodnich.
Po drodze miniesz kilka jaskiń, ale nie wchodź bez przygotowania– to nie gra komputerowa, tu nie ma save'ów.
Czerwone Wierchy to nie tylko wspinaczka, ale lekcja pokory z humorem. Idź, podziwiaj, ale wracaj cały – bo kto opowie anegdoty, jeśli nie ty? Szczęśliwej wędrówki, i niech moc będzie z tobą!
Informacje praktyczne:
Dojazd z Zakopanego busem do Kir (ok. 20 min). Bilety do TPN: 8 zł normalny, kup online, bo w sezonie kolejki dłuższe niż szlak.
Konieczne sprawdzone, wygodne buty (nie klapki!), kurtka przeciwdeszczowa (Tatry to nie Sahara), woda (min. 2 litry), przekąski i latarka.
Sprawdź prognozę na ICM lub TPN. Wiatr na grani? Może zdmuchnąć czapkę, a burze? Unikaj jak teściowej w niedzielę.
Leniwi i początkujący niech wybiorą szlak z Kuźnic przez Kasprowy (kolejką na start, oszczędzasz siły). Trasa dla dzieci tylko jeśli mają kondycję maratończyka.
Trasę przedstawiamy
w linku oraz na mapie zamieszczonej niżej.
Podróżuj z dziećmi i bez dzieci






















