Zmory Gorzenia Górnego
marzec 2023
Zwiedzając wystawy na zamku w Suchej Beskidzkiej zwróciliśmy uwagę na zbiory przekazane tam przez fundację „Czartak”. Kolekcja mebli, obrazów, dzieł sztuki, rękopisów i fotografii, które były kiedyś własnością Emila Zegadłowicza i ozdabiały pokoje dworku w Gorzeniu Górnym. Nie mogliśmy więc sobie odmówić wyjazdu do tej miejscowości i zobaczenia miejsca w którym żył i tworzył pisarz znany jako skandalista, autor powieści „Zmory” oraz twórcy grupy literackiej „Czartak” (nazwa wzięta od domniemanej średniowiecznej strażnicy obronnej nad Skawą w pobliskim Mucharzu i pobliskiego strumienia) konkurującej ze „Skamandrytami”, czy „Żagarami”.
Niestety dworek ukryty za wysokim zielskiem i nieuporządkowanym i dziurawym ogrodzeniem ( co skrzętnie wykorzystaliśmy, aby wejść do środka) niszczeje mimo kilkukrotnych urzędniczych zapowiedzi jego renowacji. A historia dworku wyglądała tak. Najstarsze dokumenty wskazują, że powstał w 1725, kiedy to parterowy budynek stał się własnością zamożnego rodu Padlewskich. Niestety, wkrótce August Padlewski spłukał się z kretesem w karty i aby ocalić honor, w poszukiwaniu gotówki sprzedał całą posiadłość. Tak dwór został karczmą, w której starozakonny Jakub Huppert prowadził „wyszynk wódek, piwa i wina „dzisiaj – za pieniądze, a jutro – za darmo”.
W 1876 r. posiadłość „Gorzeń Górny Dwór”, o powierzchni 17 ha, zakupił Tytus Zegadłowicz, nauczyciel z gimnazjum w Wadowicach. Dwór pierwotnie był budowlą parterową, a dopiero w XIX wieku nadbudowano piętro. W 1908 r. stał się formalnie własnością syna Tytusa, Emila Zegadłowicza (1888-1941). Tytus przywędrował w te tereny ze Stanisławowa, gdzie kiedyś był… księdzem grecko-katolickim. Miał tam żonę, a gdy go opuściła, ruszył w wędrówkę po Galicji, ucząc w szkołach łaciny, greki i muzyki. Ten przystojny, cichy mężczyzna miał opinię dziwaka. Zawsze samotny małomówny – pisał wiersze, sadził kwiaty i grał na skrzypcach. Zadomowiwszy się w Gorzeniu, stary profesor z pomocą służącej Tereski wyremontował dwór. Sprowadził z Wiednia dwa posągi – „Mądrość i „Naturę” – i ustawił je przed paradnym wejściem. Niestety my już ich nie widzieliśmy, a podobno jeszcze niedawno stały.
I tak jak całe życie Emila było związane ze skandalem tak i jego narodziny również. W wadowickim gimnazjum uczyła muzyki drobna, już 35-letnia „stara panna” Elżbieta Kajszarówna. Zdziwaczała, nosząca męskie ubiory i krótkie włosy kobieta kochała muzykę jak właściciel Gorzenia. Wspólne granie na cztery ręce przerodziło się w wybuch spóźnionej miłości o którym więcej mogłyby powiedzieć niszczejące obecnie ściany górzeńskiego dworku. Miłość nie była platoniczną, a wkrótce wybuchł skandal, bo „stara panna” była w ciąży z 65-letnim „dziadem”! Zegadłowicz nie mógł jej poślubić – nie mając rozwodu z poprzednią żoną, więc razem wyjechali na Węgry do Sibiu, aby tam zawrzeć ślub. W drodze powrotnej, w Bielsku, w zajeździe „Pod Aniołem” Elżbieta urodziła syna Emila. Mały rósł we dworze sam. Wychowywał go ojciec, a matka Elżbieta tuż po porodzie wyjechała na zawsze do rodziców, do Wadowic i nigdy już do Gorzenia nie wróciła. Miluś” nie chodził do szkoły – edukował go ojciec.
Towarzyszami jego zabaw byli pies Toruś oraz służąca Tereska i wszechobecne w dworku strachy…
„Czasem nikogo nie widać na schodach, a kroki same idą. Diabły z kosmatymi ogonami biegają po mrocznych pokojach, w ogrodzie pełno oślizłych żab”.
Pozbawiony miłości chłopiec boi się wszystkiego, a gdy Emil ma 11 lat, umiera jego ojciec, Do Gorzenia wprowadza się ciotka Wanda – żona brata jego matki – Adolfa. Chłopiec wyjeżdża do Wadowic, do liceum. Swoje młodzieńcze lata w szkole wadowickiej opisał w "Zmorach" ukazując w bardzo niekorzystnym świetle system edukacji, a niektórych nielubianych nauczycieli umieścił w książce pod autentycznymi nazwiskami. Tego wadowiczanie nie mogli mu darować i po wydaniu powieści odebrali mu honorowe obywatelstwo miasta, które klika lat wcześniej od nich otrzymał.
Do Gorzenia Emil wracał jedynie na wakacje. Starego Torusia ciotka każe zastrzelić, „bo ma pchły”. Okres uciętego dzieciństwa szybko przekształca się w młodzieńcze zwichrowane życie. Po nocach dręczą Emila zmory sprzedajnych kobiet, które w „Zamtuziku” przy Skawie pokazał mu wuj Adolf – miłośnik gorzałki i dzielnicy „czerwonych latarni”.
Emil zaczyna pisać wiersze, a wynajęty dwór pozwala mu na wyjazdy do Krakowa, Wiednia, Drezna i edukację.
Latem, tuż przed I wojną światową owdowiała aptekarzowa z Krakowa, pani Kurowska, wraz z córkami wynajmuje w Gorzeniu pokoje na lato. Emil wraca właśnie do domu z Drezna. W pociągu poznaje swego rówieśnika, który jedzie odwiedzić siostry w… gorzeńskim dworze.
Emil – starając się być uprzejmym dla gościa – otwiera przed nim drzwi i wtedy w ramiona rzuca mu się młoda dziewczyna. Tak poznaje swoją przyszłą żonę – Marynię Kurowską. Nazywał ją Marysieńką.
W lipcu 1915 roku biorą ślub i mimo wielu zakrętów i zawirowań pozostają małżeństwem do końca dni Emila. Zegadłowiczom wkrótce rodzą się dwie córki. Bywały w Gorzeniu wszystkie kochanki poety – aktorka, Stanisława Wysocka (pani Ho), Maryla Stachelska (Mila) i w końcu Maria Koszyc-Szałajska (Maura). Marynia nieraz słyszała za ścianą pokoju męża dziwne dźwięki, szepty „ukochana… jedyna”, które on tłumaczył potem… pracą nad tekstami własnych utworów. Albo mówił wprost: Rysieńko, to nieważne, to ma tylko znaczenie dla mojej twórczości.
Zapraszał kobiety do swego „domu nawiedzonego”, bo tu czuł się pewnie. Tylko tu mógł je uwodzić bez kłopotu. Gdy były poza Gorzeniem, wysyłał im swoje zdjęcia – z domem w tle, w oknie, w sadzie. Chyba kochał dwór bardziej niż cokolwiek. Gdy był w Gorzeniu, przesiadywali tu tygodniami różni młodzi poeci, malarze, krytycy. Często z boku przyglądał się tej grupie twórców, którzy nazwali się „Czartak” od przepływającego nieopodal strumienia, wieśniak beskidzki Wowro, naiwny rzeźbiarz, odkryty przez Zegadłowicza.
Potomkowie poety nigdy nie opuścili Gorzenia. Adam Rudel, syn Atessy z Zegadłowiczów, przybrał nazwisko panieńskie matki i całe życie poświęcił spuściźnie po Tytusie i Emilu. „Zapragnąłem, by ludzie mogli zobaczyć to bogactwo, ten ogrom piękna zgromadzony w tym domu…” – napisał w swym pamiętniku. Po wojnie w dworku ocalały zbiory grafiki i malarstwa, wyposażenie dworu i część rękopisów ( mimo, że wiele pozycji zrabowali Niemcy). W 1946 r. żona Emila Zegadłowicza, Maria i jego córka Atessa uporządkowały zachowane zbiory i zorganizowały w dworze prywatne muzeum biograficzne pisarza. Ekspozycje powiększono w 1967 roku, ale niestety w 1980 r. wystawę zamknięto z powodu konieczności remontu budynku, który trwał kilkanaście lat. W 1995 roku ponownie udostępniono zwiedzającym zbiory Emila Zegadłowicza.
Adam Rudel zmarł kilka lat temu. Później Gorzeniem rządziła jego młodsza siostra, Ewa Wegenke. Każdego, kto odwiedzał stary dwór, witała serdecznie, jak kiedyś jej dziadek. Niestety…
W 2018 roku dwór ponownie zamknięto, a zbiory przekazano do muzeum w Suchej Beskidzkiej. Teraz spacerując wokół dworku natknęliśmy się na „ducha”. Zaciekawiona wizytą nieproszonych gości pojawiła się sarna. Pewna siebie patrzyła nam długo w oczy, a później dostojnym krokiem zniknęła między drzewami.
Czy w Gorzeniu Górnym znów odżyje duch pisarza? Czy ściany dworku będą nam ponownie zdradzać tajemnice z przeszłości? Czy tak jak wiele innych zabytków obiekt będzie upadał i niszczał?
Informacje praktyczne:
Obiekt można oglądać tylko z zewnątrz, a na teren można się dostać wykorzystując to, że ogrodzenie nie jest kompletne. Lokalizację i miejsce, w którym trzeba skręcić z głównej drogi przedstawiamy
w linku oraz na mapie zamieszczonej niżej.
Podróżuj z dziećmi i bez dzieci



















