Sztutowo i smutne wspomnienia z czasów wojny
maj 2026
Takie miejsca uderzają ogromem tragedii. Najbardziej poruszające są krótkie opisy ludzkich losów lub zeznania osób, które przeżyły ten koszmar. Przerażające jest to, że wielu sprawców tego koszmaru nigdy nie poniosło za to odpowiedzialności. Obóz Stutthof był pierwszym i najdłużej funkcjonującym obozem utworzonym przez Niemców na ziemiach polskich. Działał od 2 września 1939 do 9 maja 1945 roku, czyli przez 2077 dni. Przez obóz i jego podobozy przeszło około 110–127 tysięcy więźniów z 28 krajów.
Pierwszy transport liczył około 150 osób – głównie polskich działaczy społecznych, nauczycieli, duchownych, urzędników i członków organizacji promujących polskość z Pomorza i Gdańska. Więźniowie budowali obóz własnymi rękami.
W czasie wojny mocno się rozrósł. W 1944 roku Stutthof włączono do realizacji „Ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Napływały wówczas duże transporty Żydów z gett w krajach bałtyckich.
Komendantami byli m.in. Max Pauly (1939–1942) i Paul Werner Hoppe (1942–1945). Więźniowie budowali luksusowe obiekty dla SS, w tym willę komendanta i psiarnię. W obozie funkcjonowały warsztaty (m.in. kuśnierskie, krawieckie) produkujące na potrzeby Rzeszy.
W Stutthofie prowadzono badania nad reakcją organizmu na ekstremalne zimno. Polegały one na zanurzaniu więźniów w zimnej wodzie lub wykorzystywaniu zwłok do testów. Nadzorował je SS-Obersturmführer Otto Heidl, lekarz garnizonu obozu. Materiał (często zwłoki więźniów) trafiał do Instytutu Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku pod kierunkiem prof. Rudolfa Spannera. Testy przeprowadzano m.in. w 1942 roku. Miały one rzekomo służyć potrzebom wojskowym (ratowanie pilotów lub marynarzy po zatonięciu). Otto Heidl został aresztowany po wojnie i popełnił samobójstwo w 1955 roku podczas procesu w Bochum.
Jedną z najczęstszych praktyk było uśmiercanie chorych lub „niezdolnych do pracy” więźniów zastrzykami z benzyny, fenolu lub morfiny. Ofiary wybierano w szpitalu obozowym (Rewir). Lekarze SS decydowali o „pomocy” ciężko chorym. Willy Knott i inni sanitariusze/lekarze byli oskarżani o co najmniej kilkadziesiąt takich morderstw.
Prawdopodobnie przeprowadzano tu również sterylizacje (chirurgiczne lub eksperymentalne), doświadczenia z flegmoną (ropnymi zakażeniami) i inne zabiegi chirurgiczne, które służyły „ćwiczeniom” lekarzy SS oraz potrzebom armii.
Prof. Spanner z gdańskiej Akademii Medycznej wykorzystywał zwłoki z Stutthofu (i innych źródeł) do preparowania modeli anatomicznych. W procesie maceracji kości powstawały produkty uboczne zawierające ludzki tłuszcz. Według badań IPN i zeznań (m.in. laboranta Mazura), produkowano niewielkie ilości mydła lub substancji mydlanych (10–100 kg) do czyszczenia sal sekcyjnych. Nie było to masowe „mydło z Żydów”, jak w propagandzie, ale potwierdzone użycie ludzkiego tłuszczu.
Najtragiczniejszy okres to ewakuacja w styczniu–kwietniu 1945. Marsze Śmierci (piesze i morskie) pochłonęły tysiące ofiar z powodu mrozu, głodu i egzekucji. Obóz wyzwoliła Armia Czerwona 9 maja 1945, zastając zaledwie około 150 żyjących więźniów.
Poniżej trochę informacji, które znaleźliśmy na temat obozu i ludzi, którzy tam byli.
Większość z ok. 2 tys. esesmanów ze Stutthofu uniknęła odpowiedzialności za zbrodnie. W pierwszym procesie oskarżano 13, a w drugim 24 osoby. Komendant Johann Pauls i kilka brutalnych nadzorczyń (m.in. Jenny-Wanda Barkmann – „Piękny Duch”, Ewa Paradies, Elisabeth Becker, Wanda Klaff, Gerda Steinhoff) zostali skazani na śmierć i publicznie powieszeni 4 lipca 1946 na wzgórzu Biskupia Górka w Gdańsku przed tłumem świadków. Łącznie stanęło przed sądem w procesach stutthofskich (1946–1947) w Gdańsku ok. 80 osób. Kilka rozpraw sądowych toczyło się w Niemczech, ale wielu katów uciekło, zmieniło tożsamość lub żyło spokojnie na terenie Niemiec (zwłaszcza w RFN), gdzie ściganie zbrodniarzy nazistowskich przez dekady było mało skuteczne.
Max Pauly (pierwszy komendant obozu 1939–1942) nie był sądzony za zbrodnie w Stutthofie. Stanął przed brytyjskim sądem za zbrodnie w Neuengamme i został powieszony w 1946 r. w Hameln.
Drugi komendant Paul-Werner Hoppe został aresztowany w 1953 roku w RFN. Został skazany na 9 lat więzienia jako współwinny morderstw (w tym gazowania Żydów), ale zwolniono go pod koniec 1960 roku. Zmarł w 1974 roku jako wolny człowiek.
Sekretarka Hoppego -Furchner w 2022 roku w wieku 97 lat została skazana na 2 lata w zawieszeniu za pomoc w zamordowaniu ponad 10 tys. osób. Uciekła z domu opieki przed procesem, ale została złapana. Wyrok utrzymano w apelacji w 2024 roku.
W 2018 roku przed sądem w Muenster rozpoczął się proces Johanna R. – byłego strażnika SS z obozu koncentracyjnego Stutthof. 94-letni mężczyzna twierdzi, że nic nie wiedział o mordowaniu więźniów. Był członkiem hitlerowskiej formacji SS-Totenkopf. W latach 1942-1944 pełnił służbę wartowniczą w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof. Do jego obowiązków należało pilnowanie grup więźniów pracujących poza obozem oraz służba na wieży wartowniczej. Prokuratura zarzuciła oskarżonemu współudział w zamordowaniu kilkuset osób. Z aktu oskarżenia wynika, że w okresie, gdy Johann R. pełnił służbę, w obozie zagazowano 100 Polaków i 77 jeńców sowieckich. Kilkuset Żydów zabito strzałami w potylicę w pomieszczeniu znajdującym się obok krematorium. Johann R. zrobił po wojnie doktorat z ekonomii. Był dyrektorem szkoły zawodowej kształcącej ogrodników. Na jego ślad wpadła kilka lat temu Centrala Ścigania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu.
Stutthof, w przeciwieństwie do Auschwitz czy Dachau, jest niemal nieznany niemieckiej opinii publicznej, chociaż zamordowano w nim 65 tysięcy Żydów. Zamknięci w obozach koncentracyjnych, czy obozach jenieckich więźniowie nie zawsze poddawali się biernie obozowemu reżimowi. Mimo grożących kar, z karą śmierci włącznie, oprócz uczestniczenia w obozowym ruchu oporu, podejmowali również próby ucieczki z obozu.
Ze względu na położenie obozu ucieczka miała nikłe szanse powodzenia. Wieś Stutthof, u początku której założono obóz, znajdowała się w przedwojennych granicach Wolnego Miasta Gdańska, z ludnością wrogo nastawioną do osadzonych w obozie więźniów, a cały teren pocięty licznymi kanałami, graniczył od północy z morzem, od zachodu z Wisłą, a od południowego wschodu Zalewem Wiślanym.
Już pierwszego dnia, kiedy więźniowie rozpoczęli budowę obozu, Augustyn Sikorski wspomina, że zostali przez komendanta Maxa Pauly’ego poinformowani, iż: „..każda próba ucieczki z góry skazana (jest) na niepowodzenie, a będzie miała w dodatku ten skutek, że za jednego uciekiniera będzie rozstrzelanych pięciu.”
Groźba ta spełniła się już w październiku 1939 roku, kiedy to dwóch więźniów uciekło, próbując przepłynąć Wisłę lub jeden z kanałów na Żuławach. Przyniesiono ich na noszach przed apelem wieczornym. Po apelu wieczornym silny oddział esesmanów okrążył stojących więźniów, a SS-Hauptsturmführer Gust wyczytał z listy pięciu z nich, a pozostałych 5 spośród stojących na apelu. Dziesięciu zaprowadzono pod nasyp i na oczach obecnych rozstrzelano ich.
O uśmiercaniu więźniów w komorze gazowej Meyer ( komendant obozu skazany na śmierć w 1947 roku) wspomina tak: „Wiem tylko o zagazowaniu chorych i nieuleczalnych kobiet żydowskich i to tylko na podstawie usłyszanych rozmów. Kto decydował ostatecznie i ile ich zagazowano, podać nie mogę.”
Do znanych więźniów należeli m.in.: siostra Julia Rodzińska (dominikanka, błogosławiona Kościoła katolickiego), która zmarła w obozie, Ingrid Pitt (wówczas dziecko) – polsko-brytyjska aktorka, która przeżyła, Martin Nielsen – duński polityk komunistyczny, autor wspomnień Rapport fra Stutthof, norweski piłkarz Reidar Kvammen, czy tancerka Helen Lewis.
Byli więźniowie założyli Muzeum w 1962 roku, aby zachować pamięć. Do dziś archiwa Muzeum pomagają w poszukiwaniu informacji o bliskich. Muzeum zajmuje dziś tylko ok. 1/6 pierwotnego terenu obozu. Reszta terenu to lasy i tereny podmokłe.
To miejsce przypomina o tym, do czego zdolna jest ludzka nienawiść, i o konieczności pielęgnowania pamięci. Warto je odwiedzić, by nigdy nie zapomnieć.
Informacje praktyczne:
Dojazd z Gdańska samochodem to ok. 35–40 km. Parking znajduje się przy muzeum.
Godziny otwarcia: codziennie od maja do września w godzinach 8:00–18:00, a od października do kwietnia w godzinach 8:00–15:00. Wstęp bezpłatny. Płatne jest kino lub przewodnik (rezerwacja wskazana dla grup).
Czas zwiedzania to ok. 2 godziny. Nam zajęło to więcej. Dostępne są baraki Starego i Nowego Obozu, komora gazowa, krematorium, willa komendanta, pomnik Walki i Męczeństwa Wiktora Tołkina.
Zwracamy uwagę na odpowiedni strój (bez krótkich spodenek, klapek). Weźcie wygodne buty (dużo chodzenia po terenie), wodę, coś do jedzenia (w okolicy mało punktów gastronomicznych).
Najlepiej zwiedzać z przewodnikiem lub audio-guide.
Lokalizację obozu pokazujemy
w linku oraz na mapie zamieszczonej niżej.
Podróże rodzinne














