Teresin czyli opowieść o najdłuższym procesie w Rzeczypospolitej
marzec 2023
W jednym z wcześniejszych postów na naszej stronie dotyczącym Niepokalanowa wspominaliśmy o Teresinie i historii morderstwa popełnionego w pobliżu tamtejszego pałacu. Zabójstwo właściciela majątku, księcia Władysława Druckiego–Lubeckiego, który sprzedał ziemię pod niepokalanowski klasztor za figurkę św. Maryi, pozostaje niewyjaśnione do dziś, a proces sądowy był jednym z najdłuższych w historii Polski. Zaczął się zresztą jeszcze w okresie kiedy byliśmy pod zaborami...
Zwłoki księcia znaleziono 21 kwietnia 1913 roku w parku sąsiadującym z pałacem w Teresinie. Podobno na miejscu zbrodni stoi dziś krzyż, ale nie znaleźliśmy go podczas wędrówki leśnymi ścieżkami wokół pałacu, a napotkani w lesie młodzi mieszkańcy Teresina, spłoszeni przez nas podczas romantycznej randki, również nie potrafili wskazać nam tego miejsca.
Po powrocie z Petersburga książę Drucki-Lubecki udał się z Warszawy do Teresina w towarzystwie swojego kuzyna, barona Jana Bispinga. Była to sobota. Tym samym pociągiem podróżował sędzia Czerwiakowski, który później prowadził dochodzenie w sprawie zbrodni. Po krótkim pobycie w Teresinie baron Bisping miał wrócić w poniedziałek do Warszawy, a w trakcie śniadania gościnny gospodarz zadeklarował, że sam odwiezie go powozem konnym na stację kolejową. Książe lubił powozić i nigdy nie brał stangreta na przejażdżki. To była ostatnia chwila podczas której służba widziała księcia żywego.
Początkowo nikt nie martwił się długą nieobecnością właściciela majątku, ale bażanciarz spacerujący wieczorem po lesie znalazł powóz z końmi przywiązanymi do drzewa i futro księcia w środku. Wzbudziło to niepokój służby. Rozpoczęto poszukiwania. Około dziewiątej wieczorem znaleziono martwe ciało księcia.
Sekcja zwłok wykazała kilkanaście ran tłuczonych, ale powierzchownych, które nie mogły być przyczyną śmierci oraz dwie rany postrzałowe oddane z tyłu, z bliskiej odległości, z broni niewielkiego kalibru. Wszystko wskazywało na to, że zaatakowany próbował się bronić, ale później rzucił się do ucieczki i został zastrzelony. Wiadomo, że książę nie dojechał do stacji kolejowej. Baron Bisping, który towarzyszył księciu Druckiemu-Lubeckiemu w ostatnich godzinach życia, przyjechał pociągiem do Warszawy w godzinach wieczornych i jeszcze tej nocy wyjechał do Grodna. Po otrzymaniu depeszy o śmierci kuzyna wrócił do Warszawy i złożył zeznania. Według niego, podczas jazdy powozem napotkali dwie osoby, z którymi książę zaczął rozmowę o interesach. Ze względu na to, że rozmowa się przedłużała, a czas odjazdu pociągu się zbliżał, baron udał się piechotą na stację kolejową samodzielnie. Niestety spóźnił się i musiał odjechać do Warszawy kolejnym pociągiem.
Sprawa stanęła w miejscu. Śledczy nie potrafili znaleźć motywów zbrodni i odnaleźć innych świadków.
Książę został pochowany w Szczuczynie w swoim rodzinnym majątku, a pałac w Teresinie opieczętowano, jednak już tydzień później ktoś włamał się do środka. Sprawca doskonale zdawał sobie sprawę z rozkładu pokojów. Dostał się do gabinetu księcia, gdzie przewertował wiele dokumentów. Skradziona została broń, pieniądze i prawdopodobnie jakieś dokumenty, ale ze względu na to, że po śmierci księcia nikt nie zrobił spisu zawartości biurka, nie wiadomo, jakie to dokumenty. Złodzieja nigdy nie odnaleziono.
Aresztowano natomiast barona Bispinga i postawiono mu zarzut zabójstwa w afekcie, w wyniku sprzeczki. Śledztwo trwało ponad rok, przesłuchano 700 świadków, w wyniku czego zmieniono kwalifikację czynu na mord z premedytacją. Podczas rozprawy sądowej ujawniono informację, że w mieszkaniu Bispinga znaleziono weksle księcia Władysława Druckiego-Lubeckiego. Oskarżony tłumaczył, że pożyczał księciu pieniądze, dla których te weksle były zabezpieczeniem, ale sąd zarzucił Bispingowi fałszowanie podpisu Druckiego-Lubeckiego. Pojawił się też wątek dwóch prób otrucia księcia. W obydwu przypadkach miało to miejsce podczas pobytu barona Bispinga w warszawskim mieszkaniu Druckiego-Lubeckiego. Służący arystokraty szczegółowo opowiadał o tym, że po podaniu herbaty książę zwrócił uwagę na dziwną gorycz napoju, dlatego też nie wypił jej i pewnie dzięki temu ocalił życie. Za radą Bispinga herbatę poddano analizie laboratoryjnej, która wykazała, że zawierała ona strychninę w ilości wystarczającej do otrucia człowieka.
Jeden z wątków śledztwa wskazywał na udział gajowego Grali w próbie otrucia. Został on zwolniony po ostrej reprymendzie udzielonej mu przez księcia, a dzień przed wizytą Bispinga był w mieszkaniu Druckiego i miał możliwość dodania trucizny do herbaty. Co więcej, żona księcia zeznała, że Grala zabił kiedyś człowieka i był do tego zdolny.
Podczas procesu świadkowie zeznawali też, że książę nie miał problemów finansowych, więc nie miał powodów, aby wystawiać weksle. Znaleźli się też świadkowie twierdzący, że sytuacja finansowa barona również jest dobra, a zatem nie musiał on fałszować weksli.
Kule, które wyciągnięto z ciała zamordowanego, pasowały do broni znalezionej w mieszkaniu Bispinga, ale nie stwierdzono z całą pewnością, czy były wystrzelone z jego pistoletu.
W czerwcu 1914 roku zapada wyrok. Bisping zostaje skazany za morderstwo w afekcie i fałszerstwo weksli na cztery lata więzienia i pozbawienie wszelkich praw publicznych. Wniosek obrony o zwolnienie za kaucją ze względu na stan zdrowia oskarżonego nie zostaje uwzględniony, ale w wyniku protestu Bisping wyszedł na wolność po wpłaceniu 100 tysięcy rubli kaucji.
Sąd uznał, że zeznania oskarżonego były niespójne. Twierdził, że nie zdążył na pociąg, a jednocześnie nie słyszał strzałów. Świadczyłoby to o tym, że był on na tyle daleko od miejsca zbrodni i na tyle blisko stacji, że z pewnością zdążyłby tam dotrzeć przed odjazdem pociągu. Dlaczego więc się spóźnił?Kolejną wątpliwość wzbudzało to, że książę posiadał znaczne oszczędności w gotówce i zamierzał kupić kolejny majątek, a baron nie posiadał odpowiednio wysokich dochodów, aby udzielić tak wysokiej pożyczki pod zastaw weksli księcia.
Obrońcy wnieśli skargę kasacyjną do wyroku, uzasadniając, że Bisping po wypadku samochodowym miał bezwładną rękę, więc nie mógł walczyć z silniejszym od niego księciem i zadać mu kilkunastu ran, nie doznając przy tym żadnego uszczerbku na zdrowiu. Wybuch wojny odsunął w czasie rozpatrzenie skargi.
Dopiero w latach dwudziestych były prezes Sądu Apelacyjnego w Poznaniu Jan Zakrzewski inspirowany seansem spirytystycznym, podczas którego za pośrednictwem medium rozmawiał z duchem Juliana Ochorowicza (pisaliśmy o tej postaci w poprzednich artykułach na naszej stronie) oraz z duchem zamordowanego księcia, doprowadził do wznowienia rozprawy. Rzekomy duch księcia Druckiego-Lubeckiego miał mu powiedzieć o tym, że skazano niewinnego człowieka, a winni zabójstwa są członkowie gminy żydowskiej, którzy zamierzali mu ukraść cenny rękopis Talmudu.
Rozprawa toczyła się przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie od 3 lutego do 1 marca 1926 roku. Przed sądem zeznawał szereg świadków, którzy z racji upływu czasu nie pamiętali wielu szczegółów. Szerzej roztrząsano sprawę weksli, które rzekomo zostały wystawione na łapówki dla wyjednania korzystnej zamiany gruntów księcia Druckiego-Lubeckiego przeznaczonych pod budowę fortecy w Grodnie. Podobno zabójca miał być przysłany z Petersburga. Wspomniano też o romansie księcia z matką i siostrą Grali, co mogło popchnąć gajowego do zbrodni.
Sąd Apelacyjny uznał Bispinga winnym zabójstwa księcia Druckiego-Lubeckiego pod wpływem silnego wzruszenia oraz winnym sfałszowania weksli, ale uniewinnił go z zarzutu usiłowania otrucia. Skazał oskarżonego na łączną karę 4 lat więzienia, przy czym na mocy amnestii zmniejszył karę o jedną trzecią, to jest do 2 lat i 8 miesięcy.
Złożoną swego czasu kaucję w wysokości 100 tysięcy rubli wskutek zmiany warunków uznano za przepadłą. Wyznaczono nową w wysokości 10 tysięcy złotych, którą krewni i znajomi Bispinga zebrali jeszcze na sali rozpraw. Bisping pozostał zatem na wolności.
Sprawę rozpatrzył następnie Sąd Najwyższy. Zarzucił Sądowi Apelacyjnemu wiele nieścisłości związanych z dowodami znalezionymi na miejscu zbrodni oraz z ustaleniem domniemanego przebiegu walki przed strzałami. Ostatecznie wyrokiem z 23 marca 1927 uchylił zaskarżony wyrok, przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia w innym komplecie.
Sąd Apelacyjny ponownie rozpatrywał sprawę w dniach od 25 kwietnia do 5 maja 1928 r. Zeznania świadków nie wniosły nic nowego, ale istotną rolę odegrała ekspertyza biegłych. Stwierdzili oni, że osoba, która walczyła z księciem, musiałaby mieć ślady walki na ciele, a Bisping, walcząc jedną ręką, nie był w stanie zadać aż 30 ciosów i nie mieć przy tym jakichkolwiek śladów, zadrapań czy siniaków. Ta opinia przeważyła i wyrokiem z dnia 5 maja 1928 roku Sąd Apelacyjny uniewinnił Bispinga od zarzutu zabójstwa i fałszerstwa weksli. Sąd uznał wyniki śledztwa za zniekształcone, nie dał wiary świadkom obciążającym Bispinga i wykluczył udział barona w zabójstwie ze względu na brak jakichkolwiek śladów zażartej walki na jego ciele. Proces trwał 14 lat i był jednym z najdłużej trwających w historii.
Kiedy byliśmy w Teresinie, pałac był szykowany do ponownego otwarcia jako pensjonat lub hotel. Niestety nie był dostępny do zwiedzania, nie mogliśmy więc zobaczyć gabinetu, w którym złodziej przeszukiwał dokumenty księcia. Obiekt położony wśród ogromnych, starych drzew prezentuje się jednak wspaniale i ciekawie. Ogromny, zalesiony obszar zachęca do spacerów lub wycieczki rowerowej. Warto tu zajrzeć, aby zobaczyć to na własne oczy, a jednocześnie przypomnieć sobie opisaną przez nas powyżej historię.
Informacje praktyczne:
Pałac w Teresinie podczas naszej wizyty był adaptowany na obiekt hotelowy. Można było go oglądać tylko z zewnątrz. Zaparkować można w pobliżu pałacu. Warto pospacerować po rozległym kompleksie parkowym. Odległości sprawiają, że można tu spędzić nawet kilka godzin. To dobre miejsce, aby pojeździć rowerem. Lokalizację przedstawiamy
w linku oraz na mapie zamieszczonej niżej.
Podróże rodzinne












