Wołowiec - miejsce dla pisarza
lipiec 2023
Wołowiec to zagubiona w dolinie potoków Zawoja i Mareszka wieś otoczona wzgórzami. Od północy zasłania ją wzgórze Mareszka (801 m n. p. m.), od południa Sucha Góra (687 m n. p. m.), od zachodu wzgórze Obszar (687 m n. p. m.) a od wschodu - Uherec (706 m n. p. m.). To ostatnie wzgórze dało nam w kość kiedy w czasach studenckich z pełnym ekwipunkiem biwakowym próbowaliśmy wspiąć się na nie najkrótszą możliwą ścieżką. Do dziś pamiętamy, że pionowe fragmenty do wchodzenia z wypełnionym plecakiem nie należą do przyjemności.
Pierwsza wzmianka o Wołowcu pochodzi z 1581 roku, kiedy lokowano tu na prawie wołoskim osadników pochodzenia wołoskiego (częściowo pewnie też ruskiego) pochodzenia. Dwieście lat później mieszkało tutaj około 600 osób! W 1787 roku, naliczono w Wołowcu 595 grekokatolików (Rusinów) oraz 11 Żydów. W 1794 roku miał tu miejsce ślub, o którym głośno było w okolicy. Otóż zubożały szlachcic (Polak) Jan Zawadzki pojął za żonę córkę wołowieckiego parocha! Takie sytuacje na Łemkowszczyźnie praktycznie się nie zdarzały.
Jak w wielu innych beskidzkich wsiach i tu wybudowano w XVIII wieku cerkiew p.w. Opieki Matki Bożej. Idąc szlakiem z Nieznajowej mijamy ją po prawej stronie. Mimo, że położona na wzgórzu to zasłaniają ją drzewa i można ją przegapić. Po 1947 roku cerkiew służyła bacom z Podhala za owczarnię. Znikła bezpowrotnie wtedy część wyposażenia. Świątynię dwukrotnie remontowano ( w latach 60-tych i na początku lat 90-tych0. Wtedy odkryto na nadprożu datę 1766, która pewnie oznacza datę wzniesienia cerkwi. Rozrabowany ikonostas uzupełniono ikonami z muzeum w Łańcucie.
Po zakończeniu I wojny światowej Łemkowie z zachodniej Łemkowyny próbowali stworzyć własne państewko (RLRŁ), w czym mieszkańcy Wołowca brali aktywny udział. W roku 1927 Wołowiec, jako jedna z pierwszych wsi na Łemkowynie, przeszedł na prawosławie. Pojawił się tutaj wówczas prawosławny ksiądz z Radzieckiej Rosji, Aleksander Wołoszyński. Mieszkańcy wznieśli prowizoryczną kaplicę (czasownię) by móc odprawiać nabożeństwa – zgodnie, bowiem z konkordatem majątek kościoła unickiego nie mógł być przejęty przez kościół prawosławny. Ponieważ nie była to zbyt okazała budowla, mieszkańcy w latach 30-tych przystąpili do budowy pięknej cerkwi prawosławnej. Miała wyglądać podobnie do cerkwi w Gładyszowie (budowała ją ta sama ekipa). Pracę rozpoczęto w 1938 roku. Niestety, nie zdążyli tego dokonać, gdyż przeszkodziła im wojna.
Spory religijne się zaostrzyły, gdy przybył tu z Jasiela w 1929 roku, młody ksiądz unicki Wołodymyr Hajdukiewicz. Mieszkańcy wybijali mu szyby na plebanii, czy nocą przenosili wyposażenie z cerkwi do czasowni. Z czasem zjednał jednak on sobie zarówno mieszkańców Wołowca, a pomogły w tym przyjacielskie kontakty z okolicznymi kapłanami i nauczycielami oraz piękny śpiew jego żony.
We wsi działała żydowska karczma, a na skraju wsi żyli Cyganie, zajmujący się kowalstwem. Mieszkańcy Wołowca i sąsiedniej wsi Krzywa toczyli długotrwałe spory o przeniesioną z Wołowca cerkiew. Kiedyś, pewnej, srogiej zimy w Wołowcu miało odbyć się wesele. Jednak śniegu było dużo (ponoć po same kominy!) i wiatr tak zawiał drogę z Krzywej, że ksiądz nie mógł dotrzeć. Mieszkańcy zaczęli, więc sami się "rozweselać". Dopiero po czterech dniach do Wołowca z Krzywej dotarł kapłan. Przyjechał na nartach.
W roku 1936 we wsi żyło 665 Łemków wyznania prawosławnego i 31 Łemków wyznania greckokatolickiego, a także 5 Żydów i kilkunastu Cyganów. Stało tu, co najmniej 160 chyż.
Podczas drugiej wojny światowej Niemcy nakładali na mieszkańców obowiązek pracy przymusowej przy wyrębie lasów. Zostali wywiezieni z Wołowca Żydzi i Cyganie. Po 1945 roku ulegając namowom komisarzy Armii Czerwonej wieś opuścili niemal wszyscy mieszkańcy wsi, zabierając ze sobą wyposażenie z prawosławnej cerkwi i dwa z trzech dzwonów (trzeci ukryto w studni). We wsi pozostało jedynie 14 rodzin. Poza jedną rodziną z obywatelstwem amerykańskim, która z czasem również wyjechała, wszystkie wysiedlono przymusowo na Ziemie Odzyskane. Głową wspomnianej rodziny był Petro Hutyriak.
Wieś opustoszała. W roku 1955 rozebrano piękną, chociaż niewykończoną cerkiew prawosławną, później rozebrano czasownię. Cerkiew unicka została, bo pełniła funkcję owczarni. Po 1958 do wsi zaczęli powracać dawni mieszkańcy i w cerkwi zaczęto ponownie odprawiać okazyjnie nabożeństwa prawosławne celebrowane przez księdza z Bartnego.
Obecnie we wsi żyje około 50 osób, w większości Łemków. Ale nie tylko. Mieszka tu również pisarz Andrzej Stasiuk. Podróżując po Polsce śladami pisarzy i ich utworów postanowiliśmy odwiedzić Wołowiec, aby przekonać się, jaki wpływ na treść "Opowieści galicyjskich" ma wieś, w której mieszka autor. Przypominamy też, że Stasiuk napisał "Mury Hebronu" o życiu w więzieniu, do którego trafił za dezercję z wojska. W domu Stasiuka mieści się siedziba renomowanego Wydawnictwa Czarne. Podczas naszej wędrówki pisarza niestety nie spotkaliśmy.
Z Wołowcem związana jest postać Jamroza. Bajarz, mówiący wierszem, włóczył się po lasach i górach.
Chodził od wsi do wsi i zabawiał ludzi swoimi barwnymi opowieściami. Pomagał często przy pracach fizycznych, grał na „skrzypcach” z patyków i targał ze sobą walizkę, a w niej "mądre książki", ubrania, stroje, rekwizyty, a także zeszyt, w którym zbierał pieczątki meldunkowe. Zawsze nosił letnie ubranie, nawet zimą. Podczas zimy w 1928 roku znaleziono go zamarzniętego. Ponoć zmarł przytulony do jodły. Był pogodny i dobroduszny, ale łemkynie straszyły nim swoje dzieciaki krzycząc na te niesforne, że "zabierze Cię Jamroz!".
Na granicy Wołowca i Nowicy stoi piękna, murowana kapliczka domkowa z XIX wieku. Znajdziecie ją na naszych zdjęciach. Idąc z Nieznajowej do Wołowca w jej okolicy natknęliśmy się na drapieżnego ptaka, którego również uchwyciliśmy okiem obiektywu. Po drodze przechodziliśmy kilkukrotnie przez wodę. Po obfitych opadach może to znacznie utrudnić wędrówkę.
Informacje praktyczne:
Naszą trasę z Nieznajowej do Wołowca i z powrotem przedstawiamy
w linku oraz na mapie zamieszczonej niżej.
Podróżuj z dziećmi i bez dzieci




















